Gdy w grudniu zagrali w PBT #3 Pleszew, był to ich
debiut w ogólnopolskim turnieju. Wówczas nie udało się awansować do
Finału. Miesiąc później w cuglach
wygrali we własnej kręgielni. W PBT #4 Siedlce zwyciężyli Leszek Lewocki i
Paweł Perczak:
Panowie
z całym szacunkiem, ale Wasza nazwa pary zupełnie nie pasuje do tego, co
wydarzyło się w tym turnieju. Dlaczego Gamonie X?
Paweł:
Dlatego, że na każdej kolejce Siedleckiej Ligi Bowlingowej witamy się „Witaj
Gamoniu”. Takie powitanie obowiązuje u nas każdego zawodnika, który zjawia się
wówczas na kręgielni.
Leszek:
Ja dopowiem tylko, że generalnie na pewno podchodzimy z dystansem do życia i do
naszych umiejętności bowlingowych.
Mimo
wszystko Wasz wynik to niespodzianka. Graliście na swojej kręgielni, ale od
eliminacji nie było widać żadnego stresu ze względu na ogólnopolskie
towarzystwo. Faktycznie tak było, czy nie daliście po sobie poznać?
Leszek:
Nie czułem stresu, natomiast była fascynacja ludźmi, którzy przyjechali z
innych miast i pokazali nam technikę gry w bowling, którą do tej pory mogłem
oglądać wyłącznie na You Tube. Jakikolwiek stres odpuścił zupełnie, gdy po
pierwszych eliminacyjnych grach przekonałem się, że mogę z tymi zawodnikami
rywalizować, jak równy z równym.
Paweł:
Również stresu nie czułem, Leszek zarażał mnie swoim optymizmem i dzięki temu
razem się mobilizowaliśmy. Starałem się grać swoje. Po prostu najlepiej to, co
do tej pory w ogóle potrafię zagrać. Muszę przyznać, że podświadomie
mobilizacja chyba jeszcze w nas wzrosła, kiedy na torach obok widzieliśmy
zawodników, którzy co tu dużo mówiąc, lepiej od nas grają technicznie.
Kto
by pomyślał, że jeszcze rano przed Finałem mieliście zrezygnować z gry?
Leszek:
Faktycznie rano tak fatalnie się czułem, że obawiałem się zawieść Pawła w
stanie kompletnego przeziębienia. Natomiast Paweł skutecznie wybił mi z głowy
pomysł o rezygnacji z gry w Finale.
Paweł:
Po telefonie od Leszka uznaliśmy, że nie interesują nas wyniki. Nawet jeśli
jest przeziębiony, powiedziałem, że ma grać, bo chcę skończyć to tak, jak
zaczęliśmy, bez względu na to, jaki wynik ugramy. Sam jeszcze w środę podczas
eliminacji czułem się fatalnie, byłem cały „połamany”, jednak udało się zrobić
bardzo dobry wynik, więc powtórzyłem to Leszkowi, gdy zadzwonił do mnie dziś
rano.
Teraz
coś o siedleckim bowlingu. Chyba nie jesteście zdziwieni, jeśli powiem, że dla
polskiego środowiska bowlingowego jest to totalna zagadka.
Leszek:
Musimy zacząć od tego, że dzięki wysiłkom władz miasta w grudniu 2013 powstał
Park Wodny z profesjonalną kręgielnią, którą pasjonaci bowlingu natychmiast
zaadoptowali na swój główny obiekt do lokalnych rozgrywek ligowych i treningów.
Agencja Rozwoju Miasta Siedlce doceniła tę niszową dyscyplinę sportu i na co
dzień wspiera nasze środowisko bowlingowe. Dzięki temu możemy organizować np.
naszą Siedlecką Ligę Bowlingową i takie turnieje jak ten w naprawdę świetnych
warunkach.
Paweł:
Nie jestem zdziwiony, bo taka jest prawda. Dzięki tym warunkom, o których mówił
wcześniej Leszek, organizujemy drugą już edycję Siedleckiej Ligi Bowlingowej,
która przyciąga coraz większą rzeszę amatorów. Wystarczy powiedzieć, że na
naszej 4-torowej kręgielni na SLB zjawia się czasami ponad 30 osób.
W
takim razie Wasz bowlingowy staż nie może być długi. Od kiedy gracie w bowling
i jak to się zaczęło w Waszym przypadku?
Paweł:
Przed debiutem w SLB w lutym 2014 roku grałem może trzy razy w bowling, ale na
innych obiektach. Przez pół roku powoli wkręcałem się w bowling. Pasją zarażał
mnie, zresztą jak większość osób w Siedlcach, nasz „Prezes”, czyli Leszek. W
październiku kupiłem swoją pierwszą kulę i rozpocząłem naukę gry rotacyjnej. Na
pewno bardzo mnie podbudował wynik w poprzednim turnieju cyklu Poland Bowling
Tour w Pleszewie, gdzie wykręciłem swój indywidualny rekord 266 pkt. Dziś
jestem szczęśliwy, że z Leszkiem wygraliśmy turniej PBT w Siedlcach. Przyznam,
że w tej chwili jeszcze to do mnie nie dociera.
Leszek:
Moje początki był takie, jak myślę wielu osób w Polsce, czyli na imprezie
firmowej. Przypominam sobie, że już po pierwszych rzutach odkryłem w sobie po
prostu fascynację do tej dyscypliny sportu. Przez jakieś 4 lata traktowałem grę
w bowling, jako świetną rozrywkę po pracy. W stylu gry „po prostej” stawałem
się coraz lepszy, jednak pewnego dnia zrozumiałem, że chciałbym czegoś więcej,
a „houseballami” z kręgielni nie jestem w stanie spełnić swoich oczekiwań. Po
czterech latach, w czerwcu ubiegłego roku postanowiłem kupić swoją pierwszą
kulę rotacyjną i od tego czasu trenuję technikę rotacyjną. Oczywiście zdaje
sobie sprawę, że moja technika pozostawia jeszcze wiele, wiele do życzenia.
Perczak Paweł i Lewocki Leszek - zwycięzcy turnieju PBT #4 w Siedlcach